Napisałam rano dluga notke ale mi ja wcielo. A potem zaczelo sie pieklo. Karmilam non stop, wymieniajac tylko dzieci, ktore nie chcialy pojsc spac i tylko drzemaly po 15 minut. Dopchanie ich sztucznym mlekiem nie pomoglo. Dopiero kapiel, butla i przytulasy o 21 sprawily, ze udalo mi sie je polozyc i teraz sama moge isc spac chocby na godzine.
Wciaz walcze o karmienie piersia - wszystko boli jak cholera ale daje sobie jeszcze trzy tygodnie do wyjazdu Guy'a. Hak bedzie tak hak teraz to sana sobie rady z karmieniem bie dam. W razie czego wielkie pudlo Aptamil jest w kuchni i czeka.
A Maluchy skonczyly wczoraj 4 tygodnie a dzisiaj miesiac i sa wciaz przesliczne i za nic bym ich nie oddala!
Dobranoc!
Haneczka Online
Czyli układanie sobie życia po angielsku
piątek, 16 marca 2012
sobota, 3 marca 2012
Matka Natura...
...wcale dobrze nie reklamuje karmienia piersią.
Dzieci mają 16 dni dopiero a ja zmagam się już z trzecią przypadłością związaną z karmieniem. Gdybym nie była biologiem spod znaku panny i nie wiedziała ile dobrego jest w mleku matki, to już dawno bym sobie dała spokój. Karmienie butelką jest szybsze, łatwiejsze, nic nie boli, dzieci lepiej śpią i ogólnie mleko modyfikowane jest super. A ja uparta wierzę w naturalne dobro, ochronę przed alergiami, otyłością i te inne "głupoty" i jak wariatka się katuję, czy to z cyckami przy potworach, czy przy bardzo drogiej i wydajnej pompie do odciągania tego płynu na wagę złota.
Do tego jestem wkurzona na lekarzy, którzy wczoraj zrobili mnie w balona przepisując coś kompletnie niezdatnego do użytku przy mojej przypadłości, a dzisiaj nie do końca mi wierzyli, że wiem, o czym mówię i przepisali tylko część potrzebnych do kuracji leków. Czekam na poniedziałek, kiedy zobaczę kogoś w cztery oczy, bo przez telefon, to chyba nic nie załatwię.
W każdym razie, pomimo bólu i cierpienia i dopychania Maluchów mlekiem modyfikowanym, dzieci rosną zdrowo i dobrze się rozwijają. W środę Scarlett ważyła 3090 gramów, mierząc 51cm a Sebastian miał 3200 gramów i 52cm. Dłużej też potrafią wytrzymać bez spania i wszystko je już ciekawi. Poniżej fotka z dzisiejszego poranka. Guy zostawił mnie na cały dzień (pojechał na kurs pierwszej pomocy dzieci), więc musiałam jakoś sobie poradzić z prysznicem. Wystarczyło położyć najedzone dzieci na macie w łazience - nie musiałam się spieszyć, bo je widziałam i słyszałam, a i one były całkiem zadowolone... :)
poniedziałek, 27 lutego 2012
Update
Jak zwykle, na szybko piszę. Maluchy już się ruszają i krzywią przez sen, to znaczy, że mam maximum pół godziny. Z resztą i tak bym je obudziła, bo wierzę w rutynę i przyzwyczajanie bobasów do regularnych karmień. Tylko w nocy jest i łatwiej dać im dłużej pospać. Ale nie za długo. :)))
Dzień 11 minął nam bez wielkich przebojów. Dzisiaj już odpuściliśmy sobie kąpiel z powodu przemęczenia rodziców, ale za to zjedliśmy razem kolację, w spokoju i przy stole. :) To się nazywa postęp! Jutro są 80-te urodziny Reg'a, więc pewnie będzie sporo roboty. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, ponieważ zarezerwowaliśmy stolik w Number 7 dla całej rodziny (przyjeżdżają siostra i szwagier Guy'a) i dzieci jadą z nami (będą po kąpieli i miejmy nadzieje, że "trwale" uśpione ciepłym mlekiem modyfikowanym, które zalega dłużej na żołądku niż mleko matczyne). A ja sobie zjem pierwszy pociążowy posiłek poza domem. Mmmm...
Poniżej wrzucam link do albumu bobasów. Nie jest on kompletny. Mamy w domu dwa telefony i dwa aparaty, więc zgrywam od czasu do czasu, co tam się nam pstryknie. Będę więc uaktualniać album wraz z przypływem ładnych fotek.
I na koniec jeszcze kilka zdjęć z pierwszych minut pobytu na tym świecie naszych Aniołków. Mam cały album, ale wydaje mi się, że jest zbyt prywatny by go tak po prostu upublicznić na blogu. Jak by ktoś ze stałych bywalców chciał zobaczyć więcej, to proszę o adres email, żebym mogła przesłać link.
niedziela, 26 lutego 2012
Uff
Guy mnie odebral ze szpitala, skoczylismy po drodze po pieluszki (w tydzien zuzylismy ok. 150) i probowalismy zdazyc zanim tykajaca bomba wybuchnie i tesciowa bedzie musiala cos zrobic, zeby dzieci uciszyc.
Udalo sie. Oto widok, ktory zastalismy po powrocie.
Pierwsze razy
Myslalam, ze minie wiecej czasu, zanim po raz pierwszy zostawie Maluchy z kims innym niz ja. A tu mamy 10 dni i Guy siedzi w domu z dziecmi i Carol a ja w poczekalni szpitalnej, w kolejce do lekarza rodzinnego. Mam nadzieje, ze nic mi nie jest, ale obudzilam sie rano z dziwnym uczuciem w brzuchu, a ze tam jest sporo swiezo pocietych i pozszywanych tkanek, to sie troche przestraszylam. Nie chce, zeby mi cos tam peklo albo wyrosla przepuklina, wiec podzwonilam po poloznych i lekarzach i wszyscy stwierdzili, ze lepiej bedzie jak ktos mnie obejrzy. No to siedze i czekam i czuje sie bardzo nieswojo, poniewaz nie moge popatrzec na spiace Aniolki, ktore zostawilam na lozku po nakarmieniu ich butelka (ale z mlekiem wlasnej roboty).
Na dworze dzis piekna wiosenna pogoda i torkijskie rodziny wylegly na chodniki, trawniki, plaze i promenady. My planowalismy byc jedna z tych rodzin i przejsc sie ze Scarlett, Sebastianem i Poppy na spacer. Dzieci od rana byly grzeczne, na dodatek my sami przespalismy ok. 6 godzin (ale nie na raz. Byla godzinna przerwa na karmienie.), wiec jestesmy w miare wypoczeci. Mialo byc mleko o 10:00 a potem spacer. Jak mi powiedza, ze jednak nic mi nie jest, to pewnie sprobujemy po nastepnym mleku o 13:00. Juz raz udalo nam sie wyjsc. W zeszly czwartek Maluchy skonczyly tydzien i jako, ze Guy mial audi Q7 (wielki SUV) na dwa dni do wyprobowania, to zapakowalismy wozek do bagaznika i pojechalismy na torkijska promenade i molo. Spacer trwal pol godziny i mnie bardzo zmeczyl ale Maluchy przespaly wszystko (ku naszej uciesze). Tego samego dnia tez przyszla polozna i i pokazala nam jak kapac dzieci, wiec mielismy dzien pelen wrazen. Scarlett uwielbia wode i widac bylo jak komfortowo sie w niej czuje a Sebastian darl sie jakby ktos go obdzieral ze skory.
Wczoraj znowu sprobowalisny je wykapac i bylo tak samo. Bylo sporo placzu ze strony brata i szeroko otwarte, zadowolone oczy siostry. Kapiel byla o 18:00 i juz o 20:00 dotarlismy do domu rodzicow, 200m od nas, zeby pokazac dzieci zgromadzonemu tlumowi znajomych Carole i Reg'a. Reg konczy 80 lat we wtorek, wiec impreza byla teoretycznie urodzinowa, ale uwage wszystkich skradly Maluchy. Dostaly tez wiecej prezentow niz on! :) Nie zabawilismy dlugo. Dzieci przespaly przekladanie z reki do reki (fascynujace jak 70-letnie babcie potrafia podawac sobie dziecko, nie wypuszczajac kieliszka szampana z reki i jeszcze podjadajac przekaski w miedzyczasie), a gdy Carole zaprosila wszystkich do stolu, my sie zmylismy i w momencie przekroczenia progu mieszkania, zaczal sie ryk w stereo, bo trzeba znowu nakarmic. :)
-------
Wlasnie wyszlam od lekarza. Jednak nic mi nie jest i mozemy isc na spacer. To dziwne uczucie, ktore mialam, to moje miesnie wracajace "do siebie" i kurczaca sie macica. No coz, przynajmniej moge byc spokojna teraz, wrocic do domu, nakarmic maluchy i i isc na spacer!
Guy wlasnie po mnie jedzie. Zostawil Carole sama z Maluchami. Troche sie denerwuje, ale wiem, ze one sie nie obudza przez najblizsze pol godziny przynajmniej, wiec chyba nic im nie grozi ze strony babci. Musialam oszacowac ryzyko - albo Guy po mnie przyjedzie do szpitala zostawiajac dzieci z Carole, albo bede musiala wracac z Reg'em, ktory w drodze do szpitala, dwa razy wjechal na rondo nie zauwazajac samochodu z pierwszenstwem przejazdu i zahamowal tak, ze szwy mogly mi sie rozerwac (jeden z powodow, dla ktorych ja nie moge prowadzic przez 6 tygodni). No coz. Miejmy nadzieje, ze dzieci wciaz beda cale jak wroce. :)
Na koniec kilka zdjec ze spaceru plus Tata z synkiem dzisiaj rano i karmiacy coreczke dwa dni temu. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











